
Hmm
Zaczęłam biegac. Kupiłam ladne butki do biegania w terenie, asfalt u nas zostaje jak na razie w sferze marzeń ( postaram się zamiescic wkrótce parę zdjęć, w jakim terenach przyszło mi życ). Postanowiłam zadbać o kondycje i oczywiście, co jest w mojej sytuacji priorytetem schudnąć. I to koniecznie! Zawsze miałam slabą wolę to tego typu wyzwań, ale ze figura trochę mi się rozszerzyła :), trzeba cos zmienic.
Jakos się trzymałam dopóki intensywnie jezdzilam konno, a ze ostatnimi czasy nie mam jak, wiec...
Powiem krótko, bieganie jest koszmarne!
Chyba ja nie umiem biegac. Nie mam kompletnie kondycji, dysze, sapie i zabarwiam się na czerwono. Ale zaciskam zęby, w końcu to chyba ostatni dzwonek :)
Przytoczę tu pewną anegdotkę: koleżanka z kursu angielskiego, jak jej powiedziałam ile mam lat (zdradzam 31:)), odpowiedziala uwaga, że: ona tez by chciała w moim wieku byc taka pogodna !!!
Nic nie odpowiedzialam :)
Wracając, walczę z bieganiem, dzięki Bogu mam psa, który kocha biegac, bo gdyby nie on to nie wiem czy by mi się chciało.
Może macie jakieś rady, albo grupę wsparcia?
Każda pomoc mile widziana! :)
PS.
dzisiaj przywożą nam palety pustaków, rusza wiosenny remont domu, nareszcie, będę informować.:)







