środa, 31 marca 2010

W malinowym chruśniaku

Dawno nie pisałam, ale niestety sił zabrakło, tak to jest przy remontach, cały dzień harówka, a wieczorem już sił nie było by właczyc komputer. Pogoda była rewelacyjna, więc ponownie remont ruszył pełną parą. Nawet nie wiecie, jak ja na to czekałam :) Postanowiłam zacząc od pozeczek i malin. Mamy ich troszkę, niestety były tak zarośnięte, ze nie dalo się ich nawet zrywac.
Zajeło mi to trzy dni, dacie wiarę:) Myślałam, że mnie cholera trafi, ale efekt końcowy wygląda o niebo lepiej.Obiecuję dołaczyc zdjęcie, jak tylko je znajde :)


A oto fotka moich pierwszych kwiatków, sadzilam je na jesieni :)

A to nasz sąsiad, który spędza więcej czasu u nas, niz u swoich właścicieli, nie wiem jak sie nazywa, dla nas jest Miśkiem :)



Dzisiaj mam dzień odpoczynku i blogiego lenistwa, ale juz nie mogę wysiedziec na tylku, juz bym chciała byc u siebie i dalej pracowac, widziec tego efekty, wpadłam juz w rytm roboty i jak nic nie robie to głupieje :)
Ale pocieszam się, ze za chwile jade wybierac płytki do lazienki. Najbardziej cieszy mnie juz ten etap, ze juz kończą się etapy burzenia, walenia, gruzów, śmieci itp. Zaczynamy malowac futryny, wybieramy płytki, armaturę, nadszedł ten moment!!!! hura!!! Jeszcze tylko zostaną połozone płyty na sufit, zacierka i mozemy zaczynac wykańczanie łazienki.

Co do ogrodu..hmmm....myśle, ze jeszcze conajmniej dwa lata zanim doprowadzę go do porządku...Ale wszystko przede mną. Byle się przeprowadzic i zacząc budowe stajni dla jeszcze jednego koniowatego członka rodziny :):):)

I jeszcze parę fotek domu.

Piosenka na dziś: Raphael Saadiq - Love That Girl :)














Brak komentarzy:

Prześlij komentarz